Oczyszczacze – jak wybrać. Część 1

W Sieci pojawiło się ostatnio sporo artykułów o oczyszczaczach powietrza.  Mnogość technologii,  język z pogranicza techniki, magii i reklamy oraz sama nowość tematu oczyszczaczy sprawiają, że trudno podjąć decyzję o wyborze najlepszego dla nas urzędzenia. Poza tym nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że wiele recenzji pisanych jest na zamówienie producentów.

Trudno o obiektywną ocenę oczyszczacza – należałoby zaopatrzyć się w bardzo specjalistyczną aparaturę, być może całe laboratorium. Nikt tego nie robi – w tak zwanych testach lub recenzjach ludzie skupiają się na odczuciach lub bajerach – że ich przestało w gardle drapać albo rześko im się zrobiło o poranku lub że dużo lampek na przedzie i produkuje super mega fajne jony ujemne.

Dlatego w tym zadymionym labiryncie chciałbym zaopatrzyć Was w kompas – zwany zdrowym rozsądkiem – dzięki któremu sami wybierzecie dla siebie optymalne urządzenie. Zapewne niektórzy z was pomyślą: o nie, po co ta szopka – czy nie lepiej by było gdybyś wskazał najlepszy oczyszczacz bym nie musiał na to tracić czasu? Niestety tak się nie da – nie ma najlepszego oczyszczacza – to tak jak z samochodami. Jeśli zapytasz fachowca: słuchaj jestem na kupnie samochodu, jaki jest najlepszy? To najprawdopodobniej rozłoży ręce i będzie pytał:  a ile masz pieniędzy, a do czego Ci potrzebny, a jaką dużą masz rodzinę, a gdzie mieszkasz itd. Jeśli nadal będziesz się upierał, że po prostu chcesz najlepszy to poleci Ci jakieś Ferrari albo Lamborghini i wtedy krzykniesz: Zwariowałeś?! Nie wydam takiej góry pieniędzy! Nie ma drogi na skróty. No dobrze, na końcu artykułu polecam kilka oczyszczaczy, które mogę zarekomendować jako solidne i warte rozważenia przy zakupie.

Tylko smog

Motywacje stojące za zakupem oczyszczacza mogą być różne – alergie na pyłki, sierść zwierząt, astma itp. Mnie interesuje tylko smog –  jak oczyszczacze radzą sobie ze związanymi z nim zanieczyszczeniami pyłowymi. Oczywiście każdy oczyszczacz będzie przydatny przy problemach alergicznych ale tego aspektu nie będę poruszał w tym artykule.

Kryteria oceny

Oceniając oczyszczacz przyjrzyjmy się mu przez pryzmat poniższych kryteriów – uszeregowanych od najważniejszych do mniej ważnych:

  1. Mechanizm działania
  2. Wydajność (z niej wynika głośność pracy urządzenia)
  3. Dodatkowe funkcje: nawilżanie i jonizacja powietrza
  4. Kontrola nad urządzeniem i łatwość jego obsługi

Gdy ogarniemy te cztery aspekty urządzenia to spoglądamy na cenę – co z tego, że urządzenie jest świetne jeśli kosztuje majątek? Może lepiej wybrać urządzenie nieco prostsze ale dwa razy tańsze jeśli wciąż spełnia nasze najważniejsze oczekiwania?

Mechanizm działania

Tutaj sytuacja jest prosta – tylko filtr HEPA  i wiatraczek, który przepycha przez niego powietrze. Zasada jest prosta – wiatraczek przepycha powietrze a filtr zatrzymuje wszystko, co się znajduje w powietrzu, o ile jest większe niż 0.3 mikrometra. Filtr to po prostu gęsta włóknina z tworzywa sztucznego, która zatrzymuje cząsteczki na zasadzie sita. Uważam, że to najbardziej pewne i sprawdzone rozwiązanie.

Ktoś mógłby zaprotestować: filtry HEPA to przestarzałe rozwiązanie w dodatku trzeba je często wymieniać, co podnosi koszty użytkowania!  Są przecież inne rozwiązania. Tak są np. filtry elektrostatyczne czy fotokatalityczne. Problem w tym, że nic o tych filtrach nie wiemy ponad to, co nam o nich mówi producent. Jeśli ufacie mu lub macie dodatkowe informacje (np. od znajomego, który korzysta z urządzenia) to ok – ja raczej unikam. Natomiast filtr HEPA jest standardem – aby producent mógł go tak nazwać, to powinien zatrzymywać cząsteczki wielkości 0.3 mikrometra – czyli np. cieszący się złą sławą pył PM 2.5 mikrometra. Zwróćmy też uwagę na polską specyfikę zagranicznych producentów – producent jest uczciwy, filtr elektrostatyczny produkowany przez renomowaną japońską firmę rzeczywiście radzi sobie z brudnym powietrzem… w Japonii. U nas nie wystarczy zgarnąć kilka pyłków kwiatu wiśni – ilość pyłu w powietrzu jest tak duża, że można by w ciągu sezonu uformować cegłówkę. Niedawno rekuperator praktycznie przestał nawiewać powietrze w moim mieszkaniu. Przyczyna? Pył ze smogu praktycznie zatkał filtr uniemożliwiając przepływ powietrza. Tak więc zostańmy przy filtrze HEPA chyba, że ufacie komuś, kto rekomenduje inne rozwiązanie i jest dla Was wiarygodny – ja na przykład mógłbym zaufać AGDManiakowi, jeśli chodzi o oczyszczacze marki Daikin.

Muszę przyznać, że gdy otwieram dział „Oczyszczacze powietrza” w dużym internetowym sklepie elektronicznym to oczy robią mi się okrągłe. Dziesiątki modeli, ceny od sasa do lasa a każdy obiecuje, że rozwiąże problem zanieczyszczonego powietrza. Skąd mam wiedzieć czy to jakaś naprawdę rewolucyjna technologia czy naciągactwo? Weźmy pod lupę kilka przykładów.

Oczyszczacz elektrostatyczny VIKTOR Stadler Form

Piękny design, deklarowana wystarczająca wydajność dla pomieszczeń 50 m2. I jeszcze całkiem umiarkowana cena 1219 zł. Kupujemy? Ponieważ sprzedawca nie mówi nam praktycznie nic o tym, jak ten filtr działa ani jak go eksploatować, wchodzimy na stronę producenta. Czego się dowiadujemy? Kilku rzeczy:

  1. Produkt ma w sobie 3 filtry: wstępny, węglowy oraz coś, co nazywają filtr HPP i co wygląda mi na filtr elektrostatyczny (nie mówią tego wprost ale wynika to z animacji na dołączonym filmie).
  2. Filtr HPP wystarczy myć co 2 miesiące pozostałe filtry należy wymieniać co 6 miesięcy.

Co z tego wynika? Trudno powiedzieć – nie znalazłem w sieci wiele o filtrze HPP – jak on sobie radzi ze smogiem? Animacja na YouTube to stanowczo zbyt mało by pozyskać moje zaufanie. Oczyszczacz nie ma w sobie zamontowanego czujnika cząsteczek – nie jesteśmy więc w stanie stwierdzić obiektywnie czy je usuwa z mieszkania czy nie. Klasyczny przykład czarnej skrzynki (nomen omen), o której nie wiemy nic a producent nie pali się by podzielić się z nami swoją wiedzą.

Oczyszczacze z technologią TSS

Technologia TSS oznacza Ceramiczny Rdzeń Sterylizujący – ta skomplikowana nazwa określa bardzo prostą zasadę działania – powietrze przepuszczane jest przez ceramiczną grzałkę, która podgrzewa je do 200 stopni zabijając wszystko co w nim żyje czyli grzyby, pleśnie itp. Całość działa na zasadzie konwekcji – czyli nie ma wiatraczków tylko – tak jak w kominie – gorące powietrze ciągnie za sobą zimne powodując ciągłą wymianę. Wszystko to oznacza tyle, że nie jest to w ogóle oczyszczacz – można go nazwać sterylizatorem. Jeśli działa (opinie są podejrzanie zbyt entuzjastyczne) to po prostu zabija organiczne żyjątka w naszym otoczeniu – do zanieczyszczeń ze smogu ma się nijak – wszystkie pyły przelecą przez niego bez żadnych przeszód.

Oczyszczacze „plazmowe”

W niektórych sklepach spotkałem taką kategorię. Tymczasem są to zwyczajne oczyszczacze z filtrami HEPA (zobacz rysunek obok)  i funkcją jonizacji, którą omówię w dalszej części artykułu. Zabawne, że ten sam sklep ma osobny dział „Oczyszczacze z jonizacją” – fakt, że sprzedawcy w dedykowanym sklepie gubią się przy tworzeniu sensownej kategoryzacji sprzętu pokazuje skalę zamieszania z tymi produktami.

Oczyszczacze z nawilżaniem

W tej kategorii jest spory bałagan – zaliczane są do niej oczyszczacze z filtrem HEPA, które mają dodatkową funkcję nawilżania – co jest ok, oraz… zwykłe nawilżacze – co jest całkowicie błędne. Pokutuje opinia, że nawilżacze bardzo dobrze radzą sobie z oczyszczaniem powietrza. Chodzi o nawilżacze ewaporacyjne takie jak np. Venta i Beurer.

Nawilżacze te działają na zasadzie naturalnego parowania wody – ewaporacji. Proces ten zachodzi również w stojącej szklance wody jednak w nawilżaczach stymulowany jest poprzez dużą powierzchnię, na której dochodzi do parowania (urządzenia mają wewnątrz wiele talerzy) oraz nadmuchem z wiatraczka.

To prawda – w trakcie nawilżania część pyłów z powietrza trafi do wody ale jest to tylko efekt uboczny – do wody trafia nieznaczna ilość pyłów z powietrza. Ludzie z dumą pokazują brudną wodę, która wylewają z nawilżacza, ale ile pyłów zostało w powietrzu? Gdy za oknem smog rośnie z godziny na godzinę nawilżacz nie jest w stanie poradzić sobie z rosnącym wskaźnikiem PM10 czy PM 2.5. Proszę, nie zrozumcie mnie źle, uważam, że to świetne urządzenia – sam mam jedno z nich (Ventę) i bardzo sobie chwalę ale zostały zaprojektowane do czegoś innego i nie poradzą sobie z tym, co mamy w powietrzu w Małopolsce. Ilość pyłów w ciągu godziny w pomieszczeniu może wzrosnąć o 50 PM – potrzeba dużej wydajności aby zneutralizować tą truciznę. Ku mojemu zdziwieniu jeden z producentów (lub sprzedawców) wykazał się wielką przyzwoitością i profesjonalizmem i zamieścił pod opisem nawilżacza następującej treści uwagę: Uwaga! Urządzenie to realizuje funkcję oczyszczania za pomocą wody – oczyszcza powietrze tylko zgrubnie. Do dokładnego oczyszczania powietrza służą urządzenia z kategorii Oczyszczacze powietrza. Doceńmy to, bo to rzadkość.

Wydajność

Wydajność jest kluczowym czynnikiem oczyszczacza. Cóż nam po najlepszym filtrze, jeśli oczyszczacz ma niewystarczającą wydajność aby przez niego przepchać powietrze w naszym mieszkaniu? Najprościej porównać to do pralki – pralka super pierze ale ma pojemność 1 litra. Praktycznie cały czas musimy robić pranie ale góra brudnych ciuchów zamiast maleć rośnie. Pralka po prostu jest za mała na naszą rodzinę. Tak samo może być z oczyszczaczem powietrza.

Wydajność jest też bardzo podstępnym czynnikiem – im wyższa wydajność tym wyższa cena urządzenia. Unikamy drogich zakupów, prawda? Sprytnie wybraliśmy niedrogi oczyszczacz. Tylko nie zorientowaliśmy się, że został on zaprojektowany do małych sypialenek a my trzymamy go w dużym salonie. Sami siebie oszukaliśmy – mamy urządzenie, które działa ale nie spełnia swojej funkcji – coś tam oczyści – ale nie rozwiązuje problemu smogu, nie gwarantuje bezpieczeństwa.

Jak zatem rozwiązać ten problem? Producenci podają wydajność urządzania w metrach sześciennych na godzinę – czyli ile powietrza urządzenie przepcha przez filtr w ciągu godziny. Należy to porównać z kubaturą pomieszczenia, które chcemy oczyścić. Weźmy to na przykładzie – moja sypialnia ma wymiary 5×4 metry czyli 20 metrów kwadratowych oraz wysokość 2.7 metra. Mnożę powierzchnię przez wysokość i uzyskuję  54 metry sześcienne. Aby powietrze było czyste należy je przepchać przez filtr 4-5 razy w ciągu godziny (nie wiem czemu akurat 5 razy ale spotkałem się z tą informacją w wielu źródłach np. tu i tu). Mnożąc 54 przez 4 lub 5 uzyskujemy wydajność, o którą nam chodzi na poziomie 216 – 270 metrów sześciennych na godzinę. Mamy już upatrzony model: Sharp KC-930EU-W – producent zaleca go do pomieszczeń do 21 metrów kwadratowych, więc jest nawet lekko przewymiarowany. Ale jego wydajność jest określona na poziomie 180 m3/h czyli mało – jak to możliwe? Producent wpisując w parametrach zalecaną powierzchnię przyjmuje standardową wysokość – a ja mam nieco wyżej – 2.7 metra. Stąd różnica – gdybym miał wysokość mieszkania jak w bloku (2.4 metra) wymagana wydajność wyniosłaby 192 metry. Nadal więc Sharp jest nieco za słaby ale ujdzie.

Ok, czy już wszystko wiemy o wydajności? Niestety nie – nie tylko wydajność jest podstępna – również producenci są wredni. Czasem jako wydajność podają maksymalną wydajność. Co z tego? A to, że aby ją osiągnąć oczyszczacz musi działać na najwyższych obrotach. Jest tak głośno jakbyśmy mieszkali w tartaku. Tego nie da się wytrzymać na dłuższą metę.

Jakie jest wyjście z tej pułapki? Urządzenie musi mieć swoje wymiary. Nie wierzcie w cuda – mała kosteczka nie oczyści wielkiego salonu. Im mniejszy wiatraczek tym szybciej musi się obracać aby przepchać odpowiednią ilość powietrza. Im szybciej się obraca tym jest głośniejszy. Prawdziwa jest również relacja odwrotna – duże wiatraki, duża powierzchnia filtra pozwala na wolniejszy przepływ powietrza – jest ciszej. Renomowani producenci nie uciekają się do takich machinacji i zwykle podają sensowne rekomendacje ewentualnie lekko naciągane (jak Sharp w przykładzie powyżej) gdy jednak mamy do czynienia z małymi firmami, o których pierwszy raz słyszeliśmy, trudno znaleźć jakieś recenzje a parametry mają (na papierze) rewelacyjne to zalecałbym ostrożność.

Zalety openspace’a

Jest jeszcze jedna rzecz, która ściśle wiąże się z wydajnością – jak nasze mieszkanie jest zaprojektowane? Czy mamy jedno wielkie pomieszczenie czy może wiele małych pokoików połączonych długim wąskim korytarzem? W tym drugim przypadku nie możemy liczyć na to, że oczyszczacz umieszczony w jednym pokoju oczyści powietrze w całym mieszkaniu. Należałoby rozważyć zakup kilku mniejszych urządzeń lub… nosić. Ja noszę – za dnia oczyszczacz jest w salonie, na wieczór zanoszę go do sypialni. Nie jest zbyt ciężki więc na razie mi to nie przeszkadza, na razie…

Dodatkowe funkcje

Nawilżanie powietrza

Uważam, że to bardzo przydatna funkcja ale pod pewnymi warunkami.

Po pierwsze – czy jest Ci potrzebna? U mnie w domu zwykle jest za sucho 35-40% wilgotności a optymalnie warunki to 50% ale może w Twoim domu jest większa wilgotność może nawet zbyt duża? Warto to sprawdzić – wystarczy za kilkanaście złotych kupić termometr z czujnikiem wilgotności i przez kilka dni notować poziom wilgotności. Jeżeli wilgotność okaże się za niska możemy dołączyć nawilżanie do naszej listy życzeń.

Po drugie – jaki to nawilżacz? Koniecznie powinien być ewaporacyjny. Nawilżacz ewaporacyjny najczęściej ma w sobie zestaw talerzy, które kręcą się w zbiorniku wodnym przyspieszając naturalne parowanie wody – dodatkową zachętą jest nadmuch z wiatraczka. Nawilżanie ultradźwiękowe i parowe jest moim skromnym zdaniem do niczego. Miałem kilka nawilżaczy ultradźwiękowych i wszystkie wylądowały na śmietniku. Produkują one duże cząsteczki wody przez co nawilżanie jest nierównomierne – wokół nawilżacza może być wilgotno a nawet mokro (na podłodze) ale nieco dalej nadal jest sucho. Ponadto ich skomplikowana konstrukcja wymaga częstego czyszczenia, odkamieniania itd. Nawilżacz ewaporacyjny jest prosty jak budowa cepa (aż zgroza, że kosztuje tak dużo) to mały wiatraczek i przekładnia obracająca talerze w wodzie. Zwykle zbiornik jest duży i łatwo się go uzupełnia. Nie musi mieć żadnych filtrów odwapniających, czy zmiękczaczy do wody (jak ultradźwiękowe). Wystarczy raz na jakiś czas umyć zbiornik i talerze – np. w zmywarce. Będzie działał przez lata.

Po trzecie – powinien mieć duży zbiornik. Jeśli będzie mały trzeba go będzie często uzupełniać. Niby nic ale po kilku tygodniach uzupełniania wody dwa razy dziennie możemy zacząć się frustrować. Woda w suchych pomieszczeniach może naprawdę szybko parować. Weźmy za przykład znów tego samego Sharpa. Wydajność nawilżania została określona na 350 ml/godz a wielkość zbiornika to 2.1 litra. Oznacza to że zbiornik opróżni się po około 6 godzinach – niewiele rzadziej niż przewijanie niemowlaka. A przecież sprzęt ten ma ułatwić nam życie a nie dodać kolejne obowiązki.

Ostatnia uwaga – nie przejmujcie się brakiem możliwości ustawienia poziomu wilgotności. Spotkałem się z tego typu uwagami: to skandal, że oczyszczacz w takiej cenie nie ma możliwości ustawienia zadanego poziomu wilgotności! W ustawienia tego typu często są wyposażane nawilżacze ultradźwiękowe ale wśród ewaporacyjnych jest to rzadkość. Dlaczego? Gdyż nie ma takiej potrzeby – działa on na zasadnie naturalnego odparowywania wody – im jest suchsze powietrze tym szybciej odparowuje i odwrotnie. Działa tu niejako samoregulacja – nie jest możliwe w normalnych warunkach stworzyć atmosfery zbyt wilgotnej za pomocą tego urządzenia. Co jest możliwe przy nawilżaczach ultradźwiękowych, które parę generują – stąd zabezpieczenie.

Jonizowanie powietrza

Temat jonizacji powietrza jest dla mnie trudny – często w ogóle nie rozumiem, o czym piszą producenci (marketerzy) niektórych jonizatorów, czasem wydaje mi się, że oni sami nie rozumieją.

Temat wydaje się na pierwszy rzut oka prosty: w powietrzu mamy ładunki naładowane dodatnio i ujemnie – te dodatnie (podobno) są niezdrowe a ujemne zdrowe. Dodatnie są wytwarzane przez elektronikę domową więc jest ich w domach za dużo – trzeba więc sztucznie wyprodukować trochę ujemnych jonów by żyło nam się lepiej. Przeczytajmy taki fragment opisu działania jonizatora (tak wiem – znów Sharp):

Podobnie oczyszczacz powietrza Sharp eliminuje dym papierosowy. Głównymi wyczuwalnymi składnikami dymu papierosowego są tlenek azotu, styren i kwas octowy. Jony Plasmacluster otaczają te substancje i przekształcają się w rodniki hydroksylowe OH, wysoce reaktywne chemicznie. Rodniki te przyśpieszają reakcje chemiczne doprowadzając do rozpadu substancji toksycznych do nieszkodliwych cząsteczek.

Czyli urządzenie generuje jakieś specjalne jony, które zamieniają się w kontakcie z innymi cząsteczkami w jakieś rodniki wysoce reaktywne chemicznie ale mimo to bezpieczne… hmm. Jeśli jeszcze nie macie mętliku w głowie to zerknijcie na ten tekst (też od Sharpa) – małe ujemne jony są bez sensu ale oni produkują duże ujemne jony które są super… Wiem, że w zamierzeniu tekst ten miał mnie przekonać do ich urządzenia ale nie bardzo im się udało. Pominąwszy tą całą magię to tworzeniu jonów towarzyszy wydzielanie się ozonu, który w większych stężeniach jest szkodliwy. Jeśli czegoś nie rozumiem, to trzymam się od tego z daleka. Funkcję jonizacji oceniam zatem nisko na skali przydatności – może być, jeśli można to wyłączyć.

Filtr węglowy

Węgiel aktywny jest substancją, która dzięki swojej ogromnej powierzchni cząsteczek wyłapuje wiele związków chemicznych – np. te zawarte w dymie papierosowym. Ciekawostka za Wikipedią: cząsteczki zawarte w jednym gramie węgla aktywnego mają powierzchnie większą niż 12 kortów tenisowych. Fascynujące. Żaden filtr HEPA nie zatrzyma tak małych cząsteczek dlatego filtr węglowy jest pożytecznym a jednocześnie tanim jego uzupełnieniem.

Kontrola nad urządzeniem i łatwość jego obsługi

W tym punkcie chce opisać kilka funkcji ułatwiających sterowanie urządzeniem i uprzyjemniających jego codzienne użytkowanie.

Czujnik zanieczyszczeń w powietrzu

To cenna funkcja – pozwala ocenić co właściwie się dzieje – jak powietrze jest zanieczyszczone i czy oczyszczacz sobie z tym radzi, czy trzeba przełączyć go na wyższe obroty? Wskaźnik ten powinien być cyfrowy – tzn. nie tylko zmieniać kolorki, czy słupki. Idealnie kiedy producent wskaże konkretnie, co mierzy np. PM10 lub PM2.5 Możemy wtedy odnieść się do sytuacji na zewnątrz – porównać zanieczyszczenie w domu z tym na zewnątrz. Nie musimy kupować osobnego czujnika. Fakt, że zwykle czujniki w oczyszczaczach są najtańszymi i niezbyt precyzyjnymi urządzeniami ale jednak dają nam ogólne rozeznanie i nie jesteśmy zmuszeni oceniać pracę urządzenia po tym czy nas drapie w gardle czy pieką oczy. Miło by było gdyby obok wskaźnika zanieczyszczenia można było zapoznać się z temperaturą, wilgotnością czy poziomem CO2 w powietrzu.

Programator czasowy

Bez sensu aby oczyszczacz działał całą dobę i zużywał filtry skoro przez 9 godzin jesteśmy poza domem. Byłoby bardzo praktycznie móc zaprogramować jego działanie tak aby przed naszym powrotem z pracy lub dzieci ze szkoły włączył się na maksymalne obroty i wyczyścił w ciągu kilkunastu minut powietrze. Dzięki temu później mógłby pracować ciszej, na mniejszych obrotach.

Aplikacja na smartfona i kontrola przez WIFI

Smartfony powoli stają się centrum zarządzania naszym życiem. Aplikacja na smartfona sterująca oczyszczaczem pozwala w dowolnym momencie i w każdym miejscu sprawdzić jak urządzenie działa. Włączyć go na 15 minut przed naszym przyjazdem do domu.

Wielostopniowa regulacja obrotów

Wyobraźmy sobie taką sytuację: Za oknem smog, powietrze jest bardzo złe przełączyliśmy oczyszczać na wysokie obroty aby radził sobie z tą sytuacją. Jednocześnie oglądamy film i rozprasza nas hałas generowany przez urządzenie. Ponieważ mamy tylko 3 stopnie sterowania obrotami okazuje się, że pierwszy stopień jest za słaby a drugi za głośny. Jeżeli mamy wielostopniową regulację prędkości (minimum 5 stopni) a najlepiej bezstopniową (technicznie to żaden problem) to możemy precyzyjnie ustalić punkt maksymalnych obrotów, w którym jeszcze hałas nam nie przeszkadza.

Głodny wiedzy?

Jeśli powyższy artykuł wydał Ci się zbyt krótki polecam dwa inne, których autorzy rozsądnie podchodzą do tematu:

  1. AGD Maniak
  2. AGD lab

To wszystko w pierwszej części. W kolejnych omówię kilka przykładowych oczyszczaczy, które wydają mi się sensowne i godne polecenia:

  1. Xiaomi Air Purifier 2